“OKRUTNA PIEŚŃ” VICTORIA SCHWAB – NAWET POTWORY BAŁY SIĘ ŚMIERCI



Autor: Victoria Schwab
Tytuł: Okrutna Pieśń
Rok Wydania: 2018
Wydawnictwo: IV Strona
Kategoria: fantastyka/młodzieżowe fantasy
Ilość stron: 430
Ocena: 8.5/10

Kiedy zobaczyłam okładkę “Okrutnej Pieśni” odkładałam lekturę tak długo, jak tylko mogłam. Okładka jest tak piękna, że wręcz bałam się, że treść będzie nijaka (ostatnio często tak mam!). Jednak nadszedł czas skonfrontować się z tym dziełem. Jakie są moje odczucia po lekturze?
 
Miasto podzielone jest murem na dwie części. W jednej części rządzi Harker, który żąda opłaty od mieszkańców, za bezpieczeństwo. W drugiej zaś Henry Flynn, który zamiast zawierać umowy z potworami, woli je zabijać. W pewnym momencie do jednej ze szkół zaczynają chodzić Kate Harker — córka przywódcy i August Flynn — przybrany syn Henry’ego, który skrywa nie jedną tajemnicę. Jak rozwinie się ta tajemnica? Co skrywa Kate? Kim tak naprawdę jest Harker?

“Nie zostaliśmy stworzeni do tego by czegoś chcieć. Wola dla nas nie istnieje”.

Jedna z nielicznych książek z 2018 roku, która zachwyciła mnie prawie na każdej płaszczyźnie. Zacznijmy od wykreowanego świata przez autorkę Victorię Schwab. Niby kompletnie nie różni się od nas pod względem czasu, a jednak mam wrażenie, że to kompletnie inne uniwersum. Z jednej strony normalne budynki, wieżowce, metro i szkoła a z drugiej potwory, które nie świecą w słońcu i nie są przystojne jak pewne wilkołaki. Mieszkając w mieście rządzonym przez Harkera, liczy się grubość portfela oraz regularne wpłaty. Z drugiej strony, ludzie, którzy wybrali życie przy Henrym, są bardziej rodzinni i pomagają sobie nawzajem, jednak ile taka współpraca i wspieranie siebie nawzajem może trwać? Wszędzie może czaić się zdrajca. Opisy miejsc są naprawdę świetne i szybko się czyta a z drugiej strony, nie ciągną się na setki stron. Trzeba nie lada umiejętności, żeby stworzyć takie realistyczne uniwersum, które posiada swoje mocne, jak i słabe strony.
 
Bohaterowie. Nie będę opisywać ich wszystkich — chciałabym, byście sami przekonali się, kto tam występuję i jaki ma charakter. Na pierwszy plan wychodzi August i Kate. August na pozór jest bardzo dobrym i mądrą postacią. Chciałoby się wręcz powiedzieć, że “człowiekiem” ale byłoby to po prostu kłamstwo. Jest Sunajem — pewnym rodzajem potwora, który — jak niektórzy uważają — są najbardziej niebezpieczni ze wszystkich żyjących na ziemi zmor. Co do tego bohatera mam mieszane odczucia. Z jednej strony rozumiem jego podejście i uwielbiam go jako postać. Z drugiej, mam wrażenie, że brakuje mu, pazura — jednak, jak można mieć pazur będąc pacyfistą? Co do Kate — prosto i krótko mówiąc, to baba z jajami. Z jednej strony buntowniczka, która nie boi się przywalić komuś, z drugiej bardzo chcę coś udowodnić swojemu ojcu. Obydwoje tworzą duet szaleńców, których ja wręcz uwielbiam.

“- Tylko mi nie mów, że masz lęk wysokości – rzuciła.

– Wysokości nie. Tylko spadania – mrukną”.

Potwory. W tej książce trochę ich jest. Każda zmora jest inna. Poznajemy między innymi Sunajów, Corsajów i Malchajów, które są bezwzględne, a ludzi traktują raczej jak darmowe mięso. Świetnie ukazany jest sposób powstawania tych potworów. Mam wrażenie, że jest to sposób innowacyjny. Zazwyczaj poznajemy w fantastyce, jak zmory powstają z trupów, albo przez czar rzucony przez wiedźmę. Tutaj jest kompletnie inaczej. Powiem jedno — nasze grzechy i to, co zrobiliśmy w przeszłości, mają bardzo wielki wpływ na tworzenie się tych potworów. Intrygujące? No właśnie.
 
Akcji jest sporo. Nie można powiedzieć, że książka od samego początku ma niesamowitą akcję — byłoby to kłamstwo. Jednak historia rozkręca się z każdą następną stroną, aż dochodzimy do maksymalnego apogeum, gdzie wręcz akcja goni akcję — a autorka odkrywa następne niesamowite karty swojej książki. Dialogi są normalne — nie znajdziemy sztucznych odzywek nastolatków, którym nagle w sercu zagrał hymn ratowania całego świata. To, czym mnie V. Schwab całkowicie zaskoczyła to miłość — a raczej jej całkowity brak. Nie ma tam miłości od pierwszego wejrzenia, zajrzenia, przyjrzenia. Poznajemy bohaterów, którzy mają raczej na samym początku.. na pieńku ze sobą a z czasem zamienia się to po prostu w przyjaźń — i nie, nie taką lekką i przyjemną. Ciągle słychać jak dokuczają sobie, czy to fizycznie, czy w rozmowie między sobą. Żeby nie było — ja nic nie mam do miłości w książkach fantasy. Tylko, jak czytamy o wielkiej miłości po zaledwie 10 stron — to zaczyna być nudne i oklepane. Tutaj autorka pięknie to ominęła, tworząc fenomenalną historię z ciekawymi postaciami.

Z tego, co zdążyłam przeczytać — to pierwszy tom serii. Jestem tak zaciekawiona, co będzie w drugiej książce, że już się doczekać nie mogę. Po książce “Król Kier” bałam się, że jakość Wydawnictwa Czwarta Strona spada coraz niżej i niżej. Jednak nie! Ta książka jest świetna. Zachęcam wszystkich, co poszukują ciekawej fantastyki młodzieżowej, ze świetnie opisanymi walkami, potworami, których wcześniej nie było i niebanalnymi bohaterami. Po tej książce będę unikać skrzypków w ciemnych zaułkach..

“Monstra, monstra, małe duże

Przyjdą Ci odebrać życie.

Corsaj, Corsaj, zęby, szpony,

Potnie, pożre na surowo.

Malchaj, Malchaj, blady, chudy,

Wyssie krew, aż będziesz suchy.

Sunaj, Sunaj, czarnooki,

Poeśń zanuci, porwie duszę.

Monstra, monstra, małe duże

Przyjdą Ci odebrać życie”.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *